01.02.2026
Mroźna niedziela
Po raz kolejny ta zima pokazuje że może spłatać nie lada figla. Gdy wyjeżdżaliśmy nad ranem na lotnisko z Władysławowa było -14°C, a gdy dojechaliśmy do centrum Oslo było -7°C.
Pierwszy raz lądowałem na Gardemoen, ale to jest bardzo intuicyjne lotnisko. Na końcu terminala była stacja kolejowa. Można pojechać do centrum albo na bilecie jednorazowym za 139 NOK (ok. 51 PLN), albo tak jak my kupić bilet w apce Ruter na cały dzień za 314 NOK (ok. 117 PLN). Wtedy komunikacja w mieście (strefa 1-4N) jest za darmo. Pociąg R12 z lotniska dojechał do miasta w 22min. Wysiedliśmy na głównym dworcu Sentralstasjon, w planie mieliśmy ruszyć na początek pod pobliską Operę. Ale że z rana nie piliśmy kawy, więc zanim ruszyliśmy na miasto odwiedziliśmy sklepik Narvesen (taka nasza Żabka). Kawa ze świeżutką bułką kosztowała 39 NOK (ok. 14 PLN). Jest kilka wariantów do wyboru.
Opera w Oslo stoi praktycznie przy samej stacji kolejowej, nad kanałem Bjorvika, pod którym biegnie dwupasmowa droga. Liczyliśmy na to że w Oslo będzie biało, niestety od kilku dni nie spadł tu śnieg. A na spacer w mroźny poranek nie tylko my się wybraliśmy. Przed gmachem Opery (niestety nie można było wejść na dach) było całkiem sporo turystów.
Obok znajduje się nowe muzeum Edvarda Muncha (1863–1944), znanego malarza i rzeźbiarza. Otwarte nie tak dawno bo w 2021 roku (jak byłem w Oslo poprzednio w 2013 ta część Oslo była w rewitalizacji. Za muzeum powstała całkiem nowa dzielnica, dowcipnie nazwana Barcode, ponieważ te budynki tak się układają wizualnie jak kod kreskowy.
Na przeciwległym krańcu półwyspu znajduje się stara twierdza Akershus (nor. Akershus Festning), która powstała pod koniec XIIIw. za sprawą króla Haakon V Długonogiego. Nigdy nie została zdobyta, nawet podczas II wojny światowej. Wojska Norweskie skapitulowały i wtedy została przekazana Niemcom. Tu odbyła się egzekucja Vidkuna Quislinga, przywódcy faszyzujących Norwegów, który kolaborował z III Rzeszą i za jego sprawą Norwegia dostała się pod ich okupację.
Po spacerze przez całą twierdzę dotarliśmy do stacji metra Stortinget by pojechać pod skocznię Holmenkollen (nie mogliśmy zlokalizować wejścia do metra, bo front jest przysłonięty plandeką i samo wejście jest w remoncie, dlatego trochę się naszukaliśmy jak tam wejść). Skocznia jest oddalona spory kawałek od centrum. Do celu dojechaliśmy linią metra nr 1 w kierunku Bergkrystallen (czas przejazdu 25min). Po drodze już na powierzchni kolejka zatrzymuje się aż na 15 przystankach, pokonując krętą drogę i różnicę wysokości prawie 300m.
Koło stacji już było biało. Norwegowie nie oszczędzają na bezpieczeństwie i sporo wysypali tłucznia żeby można było dojść bezpiecznie pod skocznię. W metrze masa osób jechała z nartami biegowymi do ostatniej stacji, gdzie są trasy. Zupełnie inaczej niż u nas, gdzie przy takiej temperaturze wszyscy siedzą w domu. A tu nikt tym się nie przejmuje. Koło skoczni jest także stadion na którym odbywały się akurat zawody biatlonowe. My zrobiliśmy sobie kilka fotek, lądując telemarkiem, i wróciliśmy do metra, by pojechać pod park Vigelanda.
Jadąc już metrem do stacji Majorstuen usiedliśmy z prawej strony, żeby podziwiać Oslo z góry. Bardzo ładnie widać było cały Oslofjorden. Ze stacji metra mieliśmy dosłownie kawałek do przystanku tramwajowego linii 12,15 jadącego pod wejście do parku. Majorstuen to główny węzeł przesiadkowy, więc nie wiedzieliśmy że jest kilka peronów dla autobusów, tramwajów. Staliśmy nie w tym miejscu. Nasz tramwaj którym mieliśmy jechać już stał ale za zakrętem, tak że go nie widzieliśmy zza budynku. Szybki bieg na czerwonym przez pasy… I zdążyliśmy…
Park jest całkiem sporych rozmiarów. Byłem tutaj w 2013 roku przy słonecznej pogodzie. Ale i w zimie ma to miejsce i swój urok i rzesze odwiedzających. Doszliśmy do centralnego punktu w którym wzniesiono posąg Monolitten. Zrobiliśmy kilka zdjęć i znowu tramwajem nr 12 pojechaliśmy do Aker Brygge, czyli doków przerobionych na nowoczesną dzielnicę.
To miejsce podoba mi się w Oslo najbardziej. Może dlatego że poprzednio spędziłem tutaj najwięcej czasu. Piękna nowoczesna architektura. Na końcu kanału monumentalny budynek ratusza (Oslo Rådhus).
Na sam koniec krótkiego pobytu w stolicy Norwegii zostawiliśmy sobie pałac królewski oraz główną ulicę Karl Johans Gate. Z okolic ratusza pod pałac jest dosłownie parę kroków pod górę. Gdy doszliśmy na miejsce była trzynasta. Akurat rozpoczynała się parada zmiany warty. Chwilę popatrzyliśmy na nią, zrobiliśmy sobie zdjęcia przed pałacem, który do tej pory jest siedzibą monarchy, i ruszyliśmy w dół do stacji kolejowej. Po drodze minęliśmy ładny ceglany budynek Nationaltheatret (czyli teatru narodowego z pomnikami norweskich poetów Ibsena, dramatopisarza Bjørnsona), budynek parlamentu Stortinget. Zajrzeliśmy także do XVII w. katedry (Oslo Domkirke). Wchodząc do środka, wita nas spokojna i cicha atmosfera, z pięknie zdobionymi sufitami oraz witrażami. A także ciepło. Bo mroźna aura już nam się dawała we znaki, mimo iż byliśmy ciepło ubrani.
Czy Norwegia jest droga. Może i tak. Ale zawsze ratował mnie Narvesen. Gdy dotarliśmy do stacji kolejowej, do odjazdu pociągu mieliśmy jeszcze prawie 20min. Mieliśmy czas na kawałek pysznej pizzy za 25 NOK (ok. 9 PLN).