08.12.2025
Rajska wyspa
Na śniadanie umówiliśmy się dzisiaj wcześnie, bo na 7:30. Nie opychaliśmy się, żeby nam żołądek nie dawał się we znaki na rejsie. O 8 miał po nas przyjechać bus. Ale jak to bywa w takich sytuacjach był o 8:15. Jeszcze odebraliśmy jedną osobę i pełnym składem pojechaliśmy na przystań koło stolicy. Tam już przy plaży uczestnicy zostali podzieleni wg znajomości języka (nam akurat trafiła się grupa rosyjskojęzyczna), mogliśmy zjeść śniadanie, krótki instruktarz dotyczący bezpieczeństwa, zbiórek itd i mogliśmy iść na speedyboat’a.
Na początek mieliśmy płynąć ku archipelagowi wysp Ko Phi Phi (w skład archipelagu wchodzi 6 wysepek o różnej wielkości i ukształtowaniu terenu). Odległość spora, ale łodzią płynęliśmy niecałą godzinę. Po dopłynięciu do zatoki Pi Leh Bay (która mieści się na wyspie Ko Phi Phi Le) chętni za dodatkową opłatą 200 THB mogli przesiąść się na tradycyjne łodzie tajskie zwane Long Tail, i popłynąć na małą plażę. Część uczestników chciała popływać w krystalicznej wodzie, część porobić zdjęcia. Nie ważny był cel, warto było dopłacić.
Kolejny punkt wycieczki to Zatoka Maya Bay. To w tym miejscu nakręcono film z Leonardo Di Caprio „Niebiańska Plaża”. Dobiliśmy do przystani promowej. Tu nasz opiekun dał nam godzinę na spacer przez małą dżunglę na plażę z filmu. Tłumy turystów niestety powodują że miejsce to traci swoją wyjątkowość. Na samej plaży nie wolno wchodzić do wody, są linki pokazujące dokąd można podejść, co chwilę ktoś z obsługi krzyczał na niesfornych turystów żeby nie przekraczać linii. W takiej atmosferze nie można się nacieszyć dostatecznie tym widokiem.
Po powrocie na łódkę popłynęliśmy jeszcze kawałek do małej zatoki Monkey Bay, gdzie na drzewach skakały małpy. Fajny widok. Obiad zjedliśmy na wyspie Ko Phi Phi Don. Dobiliśmy do przystani Ao Ton Sai Pier, nasz przewodnik poprowadził nas do zaprzyjaźnionej restauracji gdzie czekał na nas bufet z jedzeniem. Mieliśmy całą godzinę, ale to i tak było za dużo. Jedzenie może nie jakieś wyrafinowane, ale smaczne i każdy mógł zjeść ile chciał. Nam wystarczyło jeszcze czasu żeby przejść się na pobliską plażę CoCo Beach, przy której jest duży resort z fajnymi domkami z bambusa. Chciałbym jeszcze kiedyś tutaj wrócić.
Ostatnim punktem dnia był rejs na małą wyspę Koh Kai Nok. Na wyspie nie ma w sumie nic specjalnego. Są dwa sklepy gdzie można kupić artykuły spożywcze, jest bar gdzie można kupić piwo, oczywiście droższe niż na Phuket. Można wypożyczyć skuter wodny, deskę i tyle. My mieliśmy znowu godzinkę, więc nie za dużo. Widać było że każdy już zaspokoił swoje oczekiwania co do wycieczki, więc jak był zbiórka wszyscy w łodzi byli punktualnie.