02.12.2025
Lecimy zwiedzać
W centrum byliśmy mniej więcej po 2h od wylądowania. Na stacji Phaya Thai przesiedliśmy się w zieloną linię kolejki BTS Skytrain (trzeba kupić osobny bilet – nasz kosztował 30 THB) i tak pojechaliśmy do stacji Nana, która jest w sąsiedztwie hotelu Novotel Sukhumvit 4 gdzie śpimy w Bangkoku. Fajny hotel z super barem na dachu i basenem. Byłem w nim już w 2018 roku. Chciałem spać jak poprzednio w Ibisie na Khaosan Road, ale nie należy już do sieci Accor i jest sporo droższy.
Pokoje dostaliśmy na 11 piętrze, koło mnie nikogo nie było więc miałem ciszę. Po odświeżeniu poszliśmy na obiad do centrum handlowego Terminal21 koło następnej stacji BTS Asok (jakieś 500m piechotą), bo stamtąd mieliśmy najbliżej do kolejki niebieskiej jadącej do Itsaraphap w pobliże świątyni Wat Arun, a od tego miejsca chcieliśmy zacząć zwiedzanie Bangkoku (ja robię za przewodnika). Poza tym moi współtowarzysze tu chcieliśmy zaliczyć pierwszy zachód słońca. Na szczęście wszystko się udało i byliśmy tuż przed. Wyszły też super zdjęcia po zmroku.
Po obejściu świątyni Wat Arun mieliśmy zamiar udać się do Wat Pho, czyli świątynia leżącego Buddy, która leży po przeciwnej stronie rzeki. Obok jest przystań i za 12 THB mogliśmy pierwszy raz zobaczyć miasto z wody. Wieczorami nie ma już tylu turystów więc fajnie jest w inny sposób pospacerować po świątyni. Nikt się nie przepycha żeby zrobić idealne zdjęcia na Instagrama.
Na kolację wybraliśmy się na Khaosan Road. Piechotą to około 1,5km (czyli spacerem 30min). Ponieważ grudzień to szczyt sezonu, masa ludzi, ciężko się tam chodzi. Tym bardziej że co chwila ktoś zaczepia żeby wejść do baru.
Oczywiście na pierwszą tajską kolację był Pad Thai w budce (koszt 120 THB ~ 13,50 PLN) a nie restauracji. Takie jedzenie jest najlepsze. Wymieniliśmy też trochę Dolarów na Baty (choć nie wiem czy to poprawna nazwa waluty jak piszemy Baht). Poszwędaliśmy się w te i na zad także po sąsiedniej Rambuttri Street i zmęczeni Tuk-Tuk’iem wróciliśmy do hotelu. Bardzo pomocna jest tutaj apka Grab albo inDrive. Nigdy taksiarz czy tuk-tukowiec nie zedrze z ceny. A czasem rzucają na początek 3x wyższą niż tą za którą można pojechać.
Pierwsza jazda wypasionym Tuk-Tukiem kosztowała nas 200 THB (ok. 23 PLN) za 10km jazdę.