04.12.2025
Pierwsza stolica
Trzeci dzień w Tajlandii przeznaczyliśmy na zwiedzanie pierwszej stolicy. Z racji ograniczonego czasu wypad jednodniowy, to znaczy wracamy popołudniowym pociągiem. Do Ayutthaya jedziemy pociągiem w 3 klasie z Bangkok Hua Lamphong w kierunku Phitsanulok za 15 THB ~ 1,70 PLN. Wyjazd pociągu o 9:30. Podróż ma trwać ok. 2h. Już wczoraj wpadliśmy na chwilę na stację, żeby się rozeznać gdzie są perony i gdzie jest kasa biletowa, bo on-line nie można kupić na pociągi typu Ordinary. Szybko zjedliśmy śniadanie i na stacji metra byliśmy przed 8, a na stacji kolejowej jakieś 40min później. Mieliśmy sporo czasu do odjazdu. Poszliśmy jeszcze przed odjazdem obejrzeć zabytkowe pociągi.
Przez Bangkok pociąg jechał wolno, co chwila się zatrzymywał. Sporo osób wsiadało. Po opuszczeniu stolicy pojawił się konduktor w stroju iście wojskowym, tuż za nim gość z straganem obwoźnym. A potem to już tylko sielskie krajobrazy i widok na ciągnący się wiadukt w budowie. Do Ayutthaya budują Chińczycy nową linię kolejową dużej prędkości, dlatego na wiadukcie.
Na miejscu najpierw była kawa jeszcze na stacji kolejowej, a potem jazda tuk-tukiem do pierwszej świątyni (koszt stały odgórny 250 THB). Zazwyczaj z tego co czytałem wszyscy zaczynają wędrówkę między pozostałościami świątyń od Wat Ratchaburana – wstęp kosztował 50 THB. My zrobiliśmy tak samo. Miejsce robi oszałamiające wrażenie. Można wejść po schodach na górę do świątyni. Do pozostałych świątyń kupiliśmy bilet zbiorczy za 250 THB, nie wiemy dlaczego tylko ta jedna świątynia miała osobny bilet?
Nadmienię że w czasach gdy zaczęli się tu pojawiać Europejczycy, Ayutthaya była zamieszkana przez ponad 1mln osób. I była 2x większa od takiego Londynu! To daje do myślenia jak mogło tu wyglądać życie w XVIw. Miasto przetrwało długie wieki i nie oparło się dopiero inwazji Birmańczyków w 1767 roku. Ci miasto spalili, ludność uciekła.
Mimo tamtych zniszczeń przy pomocy UNESCO w 1991 roku doprowadzono to miejsce do porządku i udostępniono zwiedzającym. Spokojnie można tu spędzić dwa dni, my mieliśmy tylko pół jednego więc poświęciliśmy czas tylko na Historical Park. Zobaczyliśmy świątynie wg kolejności: Wat Ratchaburana, Wat Mahathat, Wat Phra Ram, Wihan Phra Si Sanphet, Wat Thammikarat.
Jak na czas którym dysponowaliśmy to i tak sporo. Teren jest rozległy, można wynająć tuk-tuka, ale my maszerujemy żwawo, więc chodziliśmy wzdłuż kanałów. Świątynie są z różnych okresów, więc nie są podobne, choć wykonane z tego samego kruszywa. Tak samo jeżeli chodzi o koncepcję budowy – typowo khmerska, w centralnym punkcie znajduje się Prang, czyli wieża symbol świętej góry Meru, siedzibę bóstw.
Najważniejsza świątynia to ta druga w której byliśmy, czyli Wat Mahathat. Znajdowały się tutaj relikwie Buddy. Ciekawa jest też rzeźba – głowa Buddy opleciona korzeniami drzewa.
W zachodniej części parku archeologicznego, obok spalonej świątyni króla stoją pozostałości Wat Thammikarat, która może pochodzić wg opisu już z XIIw.
Po odwiedzeniu wszystkich świątyń udaliśmy się znowu tuk-tukiem za 250 THB na dworzec kolejowy, skąd planowo o 16:50 mieliśmy powrotny pociąg do Bangkoku ale stacji Krung Thep Aphiwat, która jest oddalona spory kawałek od centrum. Przed podróżą w barze dworcowym jeszcze zjedliśmy obiad, choć przy tej pogodzie jeść się nie chciało.
Nasz pociąg miał spore opóźnienie, najpierw 20min, potem 30… 40, i o 17:20 podjechał inny szybszy jadący też do Bangkoku, konduktor nam pozwolił jechać tym więc skorzystaliśmy.